9.05.2013

Muszę to mieć!

Ostatnio 'zachorowałam' na eyelinery w żelu z Inglota. Różne opinie o nich krążą, ale to nie zmienia faktu, że gamą kolorystyczną zachwycają. Najchętniej przygarnęłabym wszystkie :) Ale te, które najbardziej mnie zachwyciły to numery 86, 90, 81, 88.


Kolejne, bardziej rozsławione w blogosferze kosmetyki, czyli puder Synergen i odżywka bez spłukiwania. Zaciekawiło mnie również serum do końcówek z olejkiem arganowym. No i zielony peeling...


Kiedy wszyscy zapominają o jakimś kosmetyku, wtedy nagle zaczyna mi się on podobać...a mowa oczywiście o Apocalips (w kolorze Stellar). Do listy dołącza również pomadka (w innym odcieniu niż ten na zdjęciu, o ile się nie mylę to o numerze 12, taki pomarańczowy odcień).


Oczywiście najbardziej zależało by mi na eyelinerach, jeden kosztuje 32zł. No może nie jest to jakaś wygórowana cena, ale jeżeli miałabym kupić wszystkie cztery, to wychodzi już 128 zł. 


5 komentarzy:

  1. Og, INGLOT - KOCHAM!
    Gdyby nie to ,że kompletnie nie potrafię malować sobie kresek to pewnie skusiłabym się na któryś z nich, bo kolorki są świetne!

    OBSERWUJĘ!

    http://vanilliapl.blogspot.com/

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi kreski nie wychodzą idealne, ale ostatnio nawet się tym nie przejmuję:)

      Usuń
  2. Każdy ma swoje marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta odżywka bez spłukiwania (Joanna) sprawia, że po jej zastosowaniu mam łupież. Za każdym razem, a jak jej nie użyję to nie mam łupieżu. Ale używam je ze spłukiwaniem.

    OdpowiedzUsuń